





























|
Zastanawiał was kiedyś
ogrom patriotyzmu i woli jaką posiadają Polacy? Wystarczy wspomnieć o
takich wydarzeniach jak Bitwa pod Grunwaldem 1410 gdzie rozgromiliśmy
armie krzyżackie, Odsiecz Wiedeńską gdzie Jan III Sobieski zgładził
Turków albo też zmagania z wojskami zaborców podczas II Wojny Światowej
i doskonałe jednostki wojenne stawiające czoła faszystom aby
doskonale zdać sobie sprawę z tego, że Polacy to naród, który jest
silny, zawsze walczy chociaż wszystko jest już przesądzone i posiada
ogromną wiarę w zwycięstwo.
Kiedy myślę o historii naszego kraju oddycham pełną piersią i
jestem dumny z tego kim jestem. To co zdarzyło się 3 Listopada było
niczym innym jak kolejnym testem ducha i zwycięstwem !!! Przeszło
3 rok prowadziłem stronę o Królach Metalu - najgłośniejszym zespole
na świecie - MANOWAR. Przez ten okres miałem kontakt z dziesiątkami
fanów, część z nich stała mi się dobrymi znajomymi , inna braćmi!
Szósty rok czekałem aby spełniło się moje marzenie, aby zobaczyć
zespół, dzięki, któremu jestem kim jestem i wszystko potoczyło się
tak a nie inaczej, zespół, którego muzyka była uczestnikiem właściwie
wszystkich wydarzeń od początku. Jest to wielki powód dlaczego
traktuje to wszystko tak osobiście, ponieważ muzyka Manowar dawała mi siłę do życia a ja odwdzięczałem się im jak mogłem propagując
zespół gdzie tylko się dało. WYJAZD Po dwóch udanych
zlotach Manowar (I - Chorzów - 23.VIII.02 oraz II - Kraków - 5.X.02)
postanowiłem wraz z osobami, które najbardziej angażowały się w
sprawy fanklubu - Elvisem oraz Gajdkiem, że zorganizujemy wyjazd na
Manowar do Ostravy. Rozpoczął się CALL TO ARMS. Wiele osób zgłaszało
się i potwierdzało swój udział w wyjeździe, obdarzając mnie
wielkim zaufaniem wysyłali swoje pieniądze, a były to czasem duże
kwoty. Nabór trwał ok. 3 tygodni a na tydzień przed mieliśmy już
zapełnione 50 miejsc w pierwszym autokarze i jeszcze więcej osób,
zrodził się więc pomysł aby zorganizować drugi autokar! Najpierw
przeciwny temu, ze względu na brak czasu jaki został, zamknięciem
bookowania pierwszej listy jak i też brakiem funduszy zostałem
przekonany ilością chętnych, którzy zgłosili się ni stąd ni zowąd!
(tutaj aplauz się należy dla Kefira, który zorganizował 10 osób z
Tychów!!!) . Przez ten cały czas żyłem właściwie
tym wyjazdem, cały czas prowadziłem rozmowy i poszukiwałem ludzi.
Pochodzili oni zarówno z Warszwy, Olkusza, Tarnowa, Białego Stoku,
Krakowa, Rabki, Żeluchowa, Tychów, Olsztyna, jak też z Krynicy-Zdrój
!!! Gdy mieliśmy już bilety zakupione osobiście
przez Elvisa, który wybrał się po nie kilka dni przed koncertem do
samej Ostravy opłaciliśmy dwa autokary w firmie p. PASTUSZAKA (któremu
należą się wielkie podziękowania za wszystko co dla nas zrobił) i
wszystko było gotowe, zostało już tylko poczekać do 3-ego. Dzień
wcześniej urządziliśmy spotkanie w Krakowskim "Śródziemiu",
które przeniosło się później do "Popularnego". A następnego
dnia rano po godzinie 9:00 widząc fanów czekających na mnie na dworcu
PKS pomyślałem : "oto jest moja armia". To było coś naprawdę
wielkiego! 
"Moja armia"
Przenieśliśmy się następnie na ulicę Pawią gdzie czekały już
na nas wysokiej klasy autokary zaopatrzone w system audio-wideo. Każdy
posiadał dwa telewizory, na których przez część podróży oglądaliśmy
"Hell on Earth pt.1". Po sprawdzeniu listy obecności i wypełnieniu
kilku formalności rozdzieliliśmy ludzi na dwa autokary. Opiekunem
pierwszego byłem Ja, drugiego Elvis i Gajdek. 85 osób wyruszyło na
bitwę!
Doświadczenie kierowców pozwoliło im na szybkie
przedostanie się przez granicę w Cieszynie i dowiezienie nas na 16:30
pod samą halę. Wcześniej jednak zrobiliśmy trzy postoje, dwa
pierwsze przed granicą czeską, drugi już za granicą gdy czekaliśmy
na drugi autokar. Podczas obu przystanków pstrykano wiele zdjęć i była
okazja zaopatrzyć się w nektar wojowników ;)

"I Will Lead The Charge!" - Labiel
Pod samą już halą wyszliśmy z autokarów aby
przemaszerować dumnie trzymając flagi pod same bramy, gdzie zostało już tylko oczekiwać do
godziny 18:00. Cała grupa rozdzieliła w poszukiwaniu ciepłego kąta,
lub odwiedzając pobliskie sklepy. Szczęśliwy Zonk i jego wspaniała
flaga, wraz ze Strzelcem oraz Krystianem Ludewem natknęli się na
spacerującego Erica Adamsa, z którym zrobili sobie zdjęcie.
Wydarzenie to miało mieć skutki na nadchodzącym koncercie, o czym za
chwilę!

Michał Strzelecki, Krystian Ludew, ERIC ADAMS oraz Zonk
BLUDGEON
Mieliśmy prostą strategię - Zniszczyć Czechów !
Już na samym początku "fani w dresach" a także "fani
zajadający bułki" czy też "fani, którzy przyszli na
koncert bo nie było ciekawego filmu w TV" zostali zdetronizowani i
Polacy zajęli miejsce przy barierkach a nasze flagi dumnie powiewały w
powietrzu ! Było ich łącznie 4 !!! Czesi jak to mają w zwyczaju
przyszli sobie postać na koncercie i popatrzeć na "kolejny"
koncert, dla nas to było coś więcej, to była bitwa, to było święto
!!!
Jako pierwszy zagrał zespół BLUDGEON z USA. Jest
to kapela, którą zajął się sam Joey DeMaio i jako pierwszy zespół
na świecie został wydany poprzez wytwórnię Magic Circle Music - właśnie
własność Manowar. Ich muzyki nie można zaklasyfikować, starają się
aby każdy utwór różnił się od poprzedniego, od speed/thrash
metalu, poprzez black i death metal aż po nu-metal. Całość
przypominała miejscami Kreatora, miejscami Slayer'a a czasem było dość
hard corowo, jednakże zawsze nowocześnie i agresywnie. Po godzinnej
grze zeszli ze sceny i nastał najbardziej trudny moment tego dnia -
oczekiwanie.
Nie byłoby w tym nic specjalnego gdyby nie to, że
Manowar zmusili nas abyśmy czekali na nich ponad 1,5 godziny. Muzycy
zapinali przedstawienie na ostatni guzik, każde światło, każdy
instrument, jego brzmienie, wzmacniacze, bębny, wszystko było
sprawdzane i ustawiane, jeśli chodzi o Manowar to każdy chyba wie, że
mają najbardziej profesjonalnych ludzi i każdy show jest całkowicie
profesjonalny. W heavy metalu nie ma kompromisów!
KRÓLOWIE POWRÓCILI!
Czym jest koncert Manowar? Jest rytuałem. Jest
"Znakiem Młota". Rozpoczyna się jakby zstępował z niebios
przy ogromnym świetle i boskiej muzyce aby zaraz ujawnić 4 wysłanników
bogów! Tutaj nie ma żadnych kompromisów, to jest HEAVY METAL, Manowar
przynieśli ze sobą młot, którym poczęli zabijać !!!
W końcu zaczęło się, kurtyna opadła ujawniając
kosmiczną scenografię. Muzyka z Ben'a Hur'a a zaraz potem - "Ladys and
Gentleman, from United States of America - All Hail - MANOWAR"
wypowiadane na początku koncertu przez nieżyjącego już Orson'a
Welles'a, uderzenie świateł i królowie byli już na scenie zabijając
za pomocą opener'a - "Manowar". Szaleństwo się rozpoczęło,
Polacy zaczęli robić swój narodowy berzerk - młyn !
Bez żadnej przerwy, bez kropli potu przebrnęli
poprzez "Brothers of Metal", "Spirit Horse of Cherokee",
"Warriors of the
World United" do przerwy, w której Karl Logan zagrał swój popisowy akt
solowy - "My Spirit Lives On". Później zabili nas za pomocą
"Kill With Power", "Army of Immortals", oraz "Call
To Arms". To było niesamowicie patrzeć na niezniszczalnych ludzi.
Sam Eric miał w sobie tyle wigoru, jakby po prostu nie wiedział co to
jest zmęczenie! Wyszedł po wspomnianym wcześniej utworze na środek sceny i zapowiedział
kolejny utwór "Kings of Metal" ! Po nim przyszła kolej na
moim zdaniem jeden z dwóch najlepiej zaprezentowanych utworów - "Sign
of the Hammer". Całość brzmiała bardzo różnorodnie, jednakże
szybko i potężnie ! Po nim Adams znowu wyszedł sam na scenę aby
przemówić do Czechów i się im lepiej przyglądnąć, po krótkiej
chwili zapowiedział iż teraz pan Joey DeMaio będzie nas uczyć grać
na gitarze basowej. Najszybszy na świecie basista wyszedł trzymając
swój topór w ręku i zaczął od prostych przebiegów aby ruszyć
prosto w swój popisowy numer "Sting of the Bumblebee". Zmuszał
zgromadzonych ludzi aby dopingowali go swymi krzykami. Gdy skończył
swoje solówki Eric Adams ponownie wyszedł. Zaczął opowiadać jak to
starają się poznać największą liczbę fanów podczas każdego
koncertu - wskazawszy na Zonka i otaczających go fanów, którzy
trzymali jego wielką flagę przemówił - że tym razem spotkał fanów,
którzy przyjechali na koncert z Polski. Wyobraźcie sobie teraz jego
zdziwienie gdy okazało się, że owi fani byli tylko częścią grupy,
która zajmowała cały przód przed sceną i kilkaset głosów wrzasnęło
jak grom !!!! Wokalista obiecał iż zagrają w Polsce w 2003, jeśli
nie będą prowadzić znowu rozmów z jakimś nisko-budżetowym
festiwalem tylko ktoś zorganizuje im prawdziwy koncert spodziewajmy się
POTĘGI! Kazał także przekazać wszystkim tym , którzy z nami
nie przyjechali, że 'zepsuli' totalnie sprawę, tyle co do pozdrowień
od Erica :) "Gods Made Heavy Metal" a zaraz po nim "Hail
& Kill" zakończyły część pierwszą koncertu, usłyszeliśmy
"Ostrava, Goodnight" i królowie zeszli ze sceny. Nie czekaliśmy
długo kiedy wołani przez kilkutysięczną armię wrócili z GITARAMI
AKUSTYCZNYMI! Rozpoczął się bardzo magiczny i balladowy seans,
podczas którego zagrali "Swords in the Wind" (pamiętacie jak
mówiłem, że na tej trasie na pewno dołożą kolejny kawałek z nowej
płyty i obstawiam właśnie za tym epikiem?), miecze przeszły w
"Master of the Wind" z dudniącą niczym młot Thora stopą
Scott'a. Na koniec usłyszeliśmy "Courage" w wersji
akustycznej ! Naprawdę był to niebywały moment, po którym królowie
ponownie zeszli ze sceny. Tym razem mieli w planie ZABIJAĆ Z PRĘDKOŚCIĄ
I MOCĄ
PIEKIELNĄ! I tak bez wytchnienia zagrali po kolei "Outlaw",
które przerodziło się w "The Power" a następnie w moim
zdaniem najmocniejszy utwór podczas koncertu "HOUSE OF DEATH",
który miał tak specyficzny puls i wyraz iż brzmiał jakby armia
piekieł uderzając swymi kopytami o spaloną ziemię wyjeżdżała z
piekieł aby stoczyć bitwę z siłami niebios, szczególnie wolny
moment, w którym głos Erica przesterowano tak iż brzmiał jakby sam
Lucyfer przemawiał - MOC! Całość miała bardzo realistyczny wyraz
wprost kładąc nacisk na samą wyobraźnię słuchacza! Na koniec jeszcze "Black Wind, Fire
& Steel", który kończył rytuał zabijania każdej pozerskiej
i słabej istoty potęgą dźwięku! Wpierw Eric wziął obie gitary i
napełniał je mocą po czym okrężnymi ruchami błogosławił wierny tłum!
Rozłożył je później na mocarnych dłoniach tak aby Joey i Karl mogli
na nich zagrać jak na pianinie!

Joey DeMaio, Eric Adams oraz Karl Logan:
rytuał zniszczenia!
Niesamowita scena dowodząca tylko jak świetnie
muzycy posługują się instrumentami. Na koniec Joey pochwycił swój
bas i zaczął rytualnie zabijać poszczególne struny dając upust
mocy! To już dla wielu było za dużo, ich uszy krwawiły, to był
TRIUMF STALI ! Joey okazał wszystkim zniszczenie jakiego dokonał
podnosząc w górę po każdej stronie sceny dowód - swoją gitarę.
Muzycy na koniec dokonali dwóch mocarnych podskoków, który towarzyszyło
uderzenie gitary i bębnów, zwiastowało to zakończenie igrzysk i Eric pożegnał nas po raz drugi i królowie zeszli ze sceny. W tle grał
"The Crown and the Ring" jako pożegnanie. Wspaniały
monumentalny moment, w którym wszyscy mając w oczach ogień
prawdziwego metalu dumnie trzymali uniesione ręce na znaku Młota Thora!
I byłem tam i widziałem wasze rozpalone oczy, oto dokonał się
triumf, oto byliśmy pełni potęgi a ja byłem pełen dumy widząc co
się dokonało !
Labiel

Polska Armia Nieśmiertelnych!
Podziękowania dla Dominika "Zonka"
Zondziuka, Grzegorza
"MercyfulKing",
Michała Strzeleckiego oraz Kefira za zdjęcia!
|