KONCERTY


3 . XI . 2002
OSTRAVA, REPUBLIKA CZESKA
trasa: Warriors of the World '02
support: BLUDGEON (USA)

14.jpg (110784 bytes)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zastanawiał was kiedyś ogrom patriotyzmu i woli jaką posiadają Polacy? Wystarczy wspomnieć o takich wydarzeniach jak Bitwa pod Grunwaldem 1410 gdzie rozgromiliśmy armie krzyżackie, Odsiecz Wiedeńską gdzie Jan III Sobieski zgładził Turków albo też zmagania z wojskami zaborców podczas II Wojny Światowej i doskonałe jednostki wojenne stawiające czoła faszystom aby doskonale zdać sobie sprawę z tego, że Polacy to naród, który jest silny, zawsze walczy chociaż wszystko jest już przesądzone i posiada ogromną wiarę w zwycięstwo.
Kiedy myślę o historii naszego kraju oddycham pełną piersią i jestem dumny z tego kim jestem. To co zdarzyło się 3 Listopada było niczym innym jak kolejnym testem ducha i zwycięstwem !!!

Przeszło 3 rok prowadziłem stronę o Królach Metalu - najgłośniejszym zespole na świecie - MANOWAR. Przez ten okres miałem kontakt z dziesiątkami fanów, część z nich stała mi się dobrymi znajomymi , inna braćmi! Szósty rok czekałem aby spełniło się moje marzenie, aby zobaczyć zespół, dzięki, któremu jestem kim jestem i wszystko potoczyło się tak a nie inaczej, zespół, którego muzyka była uczestnikiem właściwie wszystkich wydarzeń od początku. Jest to wielki powód dlaczego traktuje to wszystko tak osobiście, ponieważ muzyka Manowar dawała mi siłę do życia a ja odwdzięczałem się im jak mogłem propagując zespół gdzie tylko się dało.

WYJAZD

Po dwóch udanych zlotach Manowar (I - Chorzów - 23.VIII.02 oraz II - Kraków - 5.X.02) postanowiłem wraz z osobami, które najbardziej angażowały się w sprawy fanklubu - Elvisem oraz Gajdkiem, że zorganizujemy wyjazd na Manowar do Ostravy. Rozpoczął się CALL TO ARMS. Wiele osób zgłaszało się i potwierdzało swój udział w wyjeździe, obdarzając mnie wielkim zaufaniem wysyłali swoje pieniądze, a były to czasem duże kwoty. Nabór trwał ok. 3 tygodni a na tydzień przed mieliśmy już zapełnione 50 miejsc w pierwszym autokarze i jeszcze więcej osób, zrodził się więc pomysł aby zorganizować drugi autokar! Najpierw przeciwny temu, ze względu na brak czasu jaki został, zamknięciem bookowania pierwszej listy jak i też brakiem funduszy zostałem przekonany ilością chętnych, którzy zgłosili się ni stąd ni zowąd! (tutaj aplauz się należy dla Kefira, który zorganizował 10 osób z Tychów!!!) .

Przez ten cały czas żyłem właściwie tym wyjazdem, cały czas prowadziłem rozmowy i poszukiwałem ludzi. Pochodzili oni zarówno z Warszwy, Olkusza, Tarnowa, Białego Stoku, Krakowa, Rabki, Żeluchowa, Tychów, Olsztyna, jak też z Krynicy-Zdrój !!!

Gdy mieliśmy już bilety zakupione osobiście przez Elvisa, który wybrał się po nie kilka dni przed koncertem do samej Ostravy opłaciliśmy dwa autokary w firmie p. PASTUSZAKA (któremu należą się wielkie podziękowania za wszystko co dla nas zrobił) i wszystko było gotowe, zostało już tylko poczekać do 3-ego. 

Dzień wcześniej urządziliśmy spotkanie w Krakowskim "Śródziemiu", które przeniosło się później do "Popularnego". A następnego dnia rano po godzinie 9:00 widząc fanów czekających na mnie na dworcu PKS pomyślałem : "oto jest moja armia". To było coś naprawdę wielkiego! 


"Moja armia
"

Przenieśliśmy się następnie na ulicę Pawią gdzie czekały już na nas wysokiej klasy autokary zaopatrzone w system audio-wideo. Każdy posiadał dwa telewizory, na których przez część podróży oglądaliśmy "Hell on Earth pt.1". Po sprawdzeniu listy obecności i wypełnieniu kilku formalności rozdzieliliśmy ludzi na dwa autokary. Opiekunem pierwszego byłem Ja, drugiego Elvis i Gajdek. 85 osób wyruszyło na bitwę!

Doświadczenie kierowców pozwoliło im na szybkie przedostanie się przez granicę w Cieszynie i dowiezienie nas na 16:30 pod samą halę. Wcześniej jednak zrobiliśmy trzy postoje, dwa pierwsze przed granicą czeską, drugi już za granicą gdy czekaliśmy na drugi autokar. Podczas obu przystanków pstrykano wiele zdjęć i była okazja zaopatrzyć się w nektar wojowników ;)

I Will Lead the Charge!
"I Will Lead The Charge!" - Labiel

Pod samą już halą wyszliśmy z autokarów aby przemaszerować dumnie trzymając flagi pod same bramy, gdzie zostało już tylko oczekiwać do godziny 18:00. Cała grupa rozdzieliła w poszukiwaniu ciepłego kąta, lub odwiedzając pobliskie sklepy. Szczęśliwy Zonk i jego wspaniała flaga, wraz ze Strzelcem oraz Krystianem Ludewem natknęli się na spacerującego Erica Adamsa, z którym zrobili sobie zdjęcie. Wydarzenie to miało mieć skutki na nadchodzącym koncercie, o czym za chwilę!


Michał Strzelecki, Krystian Ludew, ERIC ADAMS oraz Zonk

BLUDGEON

Mieliśmy prostą strategię - Zniszczyć Czechów ! Już na samym początku "fani w dresach" a także "fani zajadający bułki" czy też "fani, którzy przyszli na koncert bo nie było ciekawego filmu w TV" zostali zdetronizowani i Polacy zajęli miejsce przy barierkach a nasze flagi dumnie powiewały w powietrzu ! Było ich łącznie 4 !!! Czesi jak to mają w zwyczaju przyszli sobie postać na koncercie i popatrzeć na "kolejny" koncert, dla nas to było coś więcej, to była bitwa, to było święto !!!

Jako pierwszy zagrał zespół BLUDGEON z USA. Jest to kapela, którą zajął się sam Joey DeMaio i jako pierwszy zespół na świecie został wydany poprzez wytwórnię Magic Circle Music - właśnie własność Manowar. Ich muzyki nie można zaklasyfikować, starają się aby każdy utwór różnił się od poprzedniego, od speed/thrash metalu, poprzez black i death metal aż po nu-metal. Całość przypominała miejscami Kreatora, miejscami Slayer'a a czasem było dość hard corowo, jednakże zawsze nowocześnie i agresywnie. Po godzinnej grze zeszli ze sceny i nastał najbardziej trudny moment tego dnia - oczekiwanie.

Nie byłoby w tym nic specjalnego gdyby nie to, że Manowar zmusili nas abyśmy czekali na nich ponad 1,5 godziny. Muzycy zapinali przedstawienie na ostatni guzik, każde światło, każdy instrument, jego brzmienie, wzmacniacze, bębny, wszystko było sprawdzane i ustawiane, jeśli chodzi o Manowar to każdy chyba wie, że mają najbardziej profesjonalnych ludzi i każdy show jest całkowicie profesjonalny. W heavy metalu nie ma kompromisów!

KRÓLOWIE POWRÓCILI!

Czym jest koncert Manowar? Jest rytuałem. Jest "Znakiem Młota". Rozpoczyna się jakby zstępował z niebios przy ogromnym świetle i boskiej muzyce aby zaraz ujawnić 4 wysłanników bogów! Tutaj nie ma żadnych kompromisów, to jest HEAVY METAL, Manowar przynieśli ze sobą młot, którym poczęli zabijać !!! 

W końcu zaczęło się, kurtyna opadła ujawniając kosmiczną scenografię. Muzyka z Ben'a Hur'a a zaraz potem - "Ladys and Gentleman, from United States of America - All Hail - MANOWAR" wypowiadane na początku koncertu przez nieżyjącego już Orson'a Welles'a, uderzenie świateł i królowie byli już na scenie zabijając za pomocą opener'a - "Manowar". Szaleństwo się rozpoczęło, Polacy zaczęli robić swój narodowy berzerk - młyn !

Bez żadnej przerwy, bez kropli potu przebrnęli poprzez "Brothers of Metal", "Spirit Horse of Cherokee", "Warriors of the World United" do przerwy, w której Karl Logan zagrał swój popisowy akt solowy - "My Spirit Lives On". Później zabili nas za pomocą "Kill With Power", "Army of Immortals", oraz "Call To Arms". To było niesamowicie patrzeć na niezniszczalnych ludzi. Sam Eric miał w sobie tyle wigoru, jakby po prostu nie wiedział co to jest zmęczenie! Wyszedł po wspomnianym wcześniej utworze na środek sceny i zapowiedział kolejny utwór "Kings of Metal" ! Po nim przyszła kolej na moim zdaniem jeden z dwóch najlepiej zaprezentowanych utworów - "Sign of the Hammer". Całość brzmiała bardzo różnorodnie, jednakże szybko i potężnie ! Po nim Adams znowu wyszedł sam na scenę aby przemówić do Czechów i się im lepiej przyglądnąć, po krótkiej chwili zapowiedział iż teraz pan Joey DeMaio będzie nas uczyć grać na gitarze basowej. Najszybszy na świecie basista wyszedł trzymając swój topór w ręku i zaczął od prostych przebiegów aby ruszyć prosto w swój popisowy numer "Sting of the Bumblebee". Zmuszał zgromadzonych ludzi aby dopingowali go swymi krzykami. Gdy skończył swoje solówki Eric Adams ponownie wyszedł. Zaczął opowiadać jak to starają się poznać największą liczbę fanów podczas każdego koncertu - wskazawszy na Zonka i otaczających go fanów, którzy trzymali jego wielką flagę przemówił - że tym razem spotkał fanów, którzy przyjechali na koncert z Polski. Wyobraźcie sobie teraz jego zdziwienie gdy okazało się, że owi fani byli tylko częścią grupy, która zajmowała cały przód przed sceną i kilkaset głosów wrzasnęło jak grom !!!! Wokalista obiecał iż zagrają w Polsce w 2003, jeśli nie będą prowadzić znowu rozmów z jakimś nisko-budżetowym festiwalem tylko ktoś zorganizuje im prawdziwy koncert spodziewajmy się POTĘGI! Kazał także przekazać wszystkim tym , którzy z nami nie przyjechali, że 'zepsuli' totalnie sprawę, tyle co do pozdrowień od Erica :) "Gods Made Heavy Metal" a zaraz po nim "Hail & Kill" zakończyły część pierwszą koncertu, usłyszeliśmy "Ostrava, Goodnight" i królowie zeszli ze sceny. Nie czekaliśmy długo kiedy wołani przez kilkutysięczną armię wrócili z GITARAMI AKUSTYCZNYMI! Rozpoczął się bardzo magiczny i balladowy seans, podczas którego zagrali "Swords in the Wind" (pamiętacie jak mówiłem, że na tej trasie na pewno dołożą kolejny kawałek z nowej płyty i obstawiam właśnie za tym epikiem?), miecze przeszły w "Master of the Wind" z dudniącą niczym młot Thora stopą Scott'a. Na koniec usłyszeliśmy "Courage" w wersji akustycznej ! Naprawdę był to niebywały moment, po którym królowie ponownie zeszli ze sceny. Tym razem mieli w planie ZABIJAĆ Z PRĘDKOŚCIĄ I MOCĄ PIEKIELNĄ! I tak bez wytchnienia zagrali po kolei "Outlaw", które przerodziło się w "The Power" a następnie w moim zdaniem najmocniejszy utwór podczas koncertu "HOUSE OF DEATH", który miał tak specyficzny puls i wyraz iż brzmiał jakby armia piekieł uderzając swymi kopytami o spaloną ziemię wyjeżdżała z piekieł aby stoczyć bitwę z siłami niebios, szczególnie wolny moment, w którym głos Erica przesterowano tak iż brzmiał jakby sam Lucyfer przemawiał - MOC! Całość miała bardzo realistyczny wyraz wprost kładąc nacisk na samą wyobraźnię słuchacza! Na koniec jeszcze "Black Wind, Fire & Steel", który kończył rytuał zabijania każdej pozerskiej i słabej istoty potęgą dźwięku! Wpierw Eric wziął obie gitary i napełniał je mocą po czym okrężnymi ruchami błogosławił wierny tłum! Rozłożył je później na mocarnych dłoniach tak aby Joey i Karl mogli na nich zagrać jak na pianinie! 

Rytuał !
Joey DeMaio, Eric Adams oraz Karl Logan:
rytuał zniszczenia!

Niesamowita scena dowodząca tylko jak świetnie muzycy posługują się instrumentami. Na koniec Joey pochwycił swój bas i zaczął rytualnie zabijać poszczególne struny dając upust mocy! To już dla wielu było za dużo, ich uszy krwawiły, to był TRIUMF STALI ! Joey okazał wszystkim zniszczenie jakiego dokonał podnosząc w górę po każdej stronie sceny dowód - swoją gitarę. Muzycy na koniec dokonali dwóch mocarnych podskoków, który towarzyszyło uderzenie gitary i bębnów, zwiastowało to zakończenie igrzysk i Eric pożegnał nas po raz drugi i królowie zeszli ze sceny. W tle grał "The Crown and the Ring" jako pożegnanie. Wspaniały monumentalny moment, w którym wszyscy mając w oczach ogień prawdziwego metalu dumnie trzymali uniesione ręce na znaku Młota Thora! I byłem tam i widziałem wasze rozpalone oczy, oto dokonał się triumf, oto byliśmy pełni potęgi a ja byłem pełen dumy widząc co się dokonało !

Labiel

Polska Armia Nieśmiertelnych!
Polska Armia Nieśmiertelnych!

Podziękowania dla Dominika "Zonka" Zondziuka, Grzegorza "MercyfulKing", 
Michała Strzeleckiego oraz Kefira za zdjęcia!


© 2000-2005 Labiel
Nie uzywaj zadnych materialow z tej strony bez mojej zgody !
Do not use any contents from this site without my permission !